Manoppello – cicha kraina z Cudownym Wizerunkiem

Chusta, o której krążą legendy, domysły, podejrzenia. Niektórzy twierdzą, że została wykradziona z Watykanu. Inni, że do maleńkiej włoskiej wsi przyniósł ją tajemniczy wędrowiec. Do dziś nie ma jednej jasnej odpowiedzi dotyczącej jej genezy, historii. Łatwiej o odpowiedź na pytanie, czyje oblicze przedstawia.

„Mężczyzna ma rzadką, młodzieńczą brodę, tak że widać niemal każdy włos, i delikatne, prawie kobiece brwi. Na środek wysokiego czoła opada mały kosmyk. Kiedy się dokładnie przyjrzeć, widać, że skóra wokół ust, na policzkach i czole ma intensywnie różowy odcień świeżo zadanych ran; można jednak odnieść wrażenie, że odcień ten kryje się gdzieś „we wnętrzu włókiem”, jak na hologramie. (…) Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój. Zaskoczenie, zdziwienie, zdumienie. Łagodne miłosierdzie. Żadnego bólu, gniewu, przekleństwa na ustach. Twarz na obrazie przypomina oblicze człowieka, który właśnie zbudził się ze snu.”[1]

Tak cudowne Boskie Oblicze widzi człowiek, który spędził przed nim kilkadziesiąt (jeśli nie kilkaset już) godzin. Paul Badde, bo o nim mowa, jest jednym z najgorętszych orędowników i popularyzatorów całunu z Manoppello. Jakoś tak się złożyło, że owa chusta ukryta w tej maleńkiej osadzie wschodniej Abruzji, szczególne szczęście ma właśnie do Niemców. Oprócz wspomnianego Paula Badde’go osobą, która praktycznie całe swoje życie poświęciła szerzeniu kultu Boskiego Oblicza, jest siostra Blandina Paschalis Schlömer – trapistka, prowadząca pustelnicze życie przy sanktuarium, w którym przechowywany jest całun. Nie sposób także pominąć ojca Heinricha Pfeiffera, jezuity, który objeżdża świat prowadząc sympozja i tłumacząc zebranym, co takiego ofiarował nam Pan Bóg w dzisiejszych czasach. Jego zdaniem, to najcenniejsza relikwia, jaką obecnie posiadamy. Prawdziwy cud.

Niemieccy orędownicy

Wszyscy troje są jednakowego zdania. W obecnym świecie news dotyczący odkrycia chusty z Manoppello powinien zatrząsnąć całym globem. Gazety winny pisać o tym jako o najważniejszym wydarzeniu współczesnych czasów. Paradoksalne są zatem pustki przed kościołem na wzgórzu w Manopello. Żadnych autokarów. Żadnych ludzi. Żadnej sensacji. Cisza.

- To najwłaściwsze miejsce dla Całunu! – twierdzi don Antonio Tedesco, rzymski duszpasterz niemieckojęzycznych pielgrzymów. – Pan ukrył się w sercu ludowej pobożności jak w żywym tabernakulum.

Ów fenomen ciszy i braku zgiełku tłumaczy także sam ojciec Pfeiffer: – Nie ma pan wrażenia, jakby Jezus znów przeszedł przez mury i zamknięte drzwi? Czy to nie wyraz Jego poczucia humoru – poczucia humoru Jego Ojca – że właśnie wtedy, gdy budowano największy, najpotężniejszy i najbezpieczniejszy sejf na kuli ziemskiej , obraz znalazł drogę z powrotem na ulice miast i wsi i kroczy nimi odtąd bezbronny – jak człowiek pośród ludzi? Że autentyczny wizerunek Boga opuścił pałace Watykanu i zawędrował do kapucynów, najbiedniejszego zakonu w Kościele katolickim?

Długa wędrówka

Manoppello. Niewielka wieś ulokowana pośród malowniczych wzgórz środkowo-wschodniej części Półwyspu Apenińskiego. Aby najlepiej uchwycić kontrast, jaki dzieli tę część Italii od tej bardziej turystycznej, polecam pojechać wpierw do Rzymu. A dopiero potem udać się na samotną pielgrzymkę do Sanktuarium Boskiego Oblicza w Manoppello. To zaledwie 138 kilometrów na wschód. Dokładnie taka odległość dzieli rzymską bazylikę Świętego Piotra od bazyliki, w której wystawiona jest adorowana przez braci kapucynów Chusta z Wizerunkiem Tajemniczego Mężczyzny. 138 kilometrów między tłumem a bezludziem. Między gwarem i ściskiem a kojącą ciszą i niespiesznym rytmem dnia. Dokładnie wówczas, gdy pielgrzymi przepychają się, aby zrobić zdjęcie przepięknej Piecie Michała Anioła, tam daleko jakiś braciszek w osamotnieniu kontempluje wystawiony całun. Podczas, gdy z roku na rok zwiększa się limity liczby autobusów, które mogą wjechać do centrum Rzymu, parking w Manopello przez większość dnia świeci pustkami.

To tutaj, jak głosi legenda, któregoś niedzielnego popołudnia lipca 1506 roku do bram kościoła pw. św. Mikołaja zapukał tajemniczy pielgrzym. Otwierającego poprosił o zawołanie doktora Giacomantonia Leonellego. Jemu to wręczył tajemnicze zawiniątko. W środku znajdowała się niezwykle cienka chusta. Welon wędrował między kolejnymi pokoleniami rodu Leonellich. Do czasu aż pokrętnymi ścieżkami (został zhandlowany jako okup za uwolnienie więźnia) trafił do niejakiego Donantonina de Fabris. To jemu zawdzięczamy, że welonem zaopiekowali się kapucyni. Umieścili chustę w ramach drzewa orzechowego. Wyrównali postrzępione brzegi. Co ujrzeli? Niby nic. Gdy bowiem patrzy się na rozpięty całun na wprost widzimy dokładnie, co znajduje się za nim. Jest przeźroczysty niczym najczystsza szyba. Dopiero spojrzenie pod kątem sprawia, że dostrzegam obraz. Twarz otwierającego oczy Mężczyzny. Tak pięknie i trafnie opisany przez autora książki „Boskie Oblicze”, który to opis pozwoliłem sobie zacytować na wstępie.

Święty pielgrzym z Pietrelciny

Cudowne Oblicze. Cudowne z wielu powodów. Choćby z tego, że gdy w 1703 roku postanowiono przenieść welon z drewnianych ram do bardziej dostojnych, srebrnych, okazało się, że… obraz znikł. Płotno pozostało puste. Twarz pojawiła się dopiero po ponownym włożeniu welonu w drewniane ramy. Dziś możemy oglądać całun – nadal umocowany w owych ramach – ale już w relikwiarzu, ulokowanym nad środkowym ołtarzem Bazyliki w Manoppello. Lubił tu przebywać ojciec Pio. Gdy zapytamy któregokolwiek z posługujących tutaj braci, bez mrugnięcia okiem wskażą nam drewnianą ławę znajdującą się za ołtarzem, w której zwykł się modlić. Niejednokrotnie zdarzało się, że otwierający świątynne bramy ojciec znajdywał w środku pogrążonego w głębokiej adoracji przyszłego świętego. Także wówczas, gdy do jego odejścia z tego świata brakowało tak niewiele. Ojciec Domenico (który nota bene jako mały chłopiec został uwolniony z gruzów zawalonego kościoła w rodzinnym Avezzano przez „mężczyznę o zakrwawionej twarzy” – po 49 latach, już jako kapucyn, rozpoznał tę twarz właśnie tutaj, stojąc naprzeciwko cudownego Całunu z Manoppello przedstawiającego, według ojca Domenico, właśnie ową twarz poranionego mężczyzny) opisuje, jak pytał ojca Pio o to, co robi w kościele o tak wczesnej porze. Ten miał odpowiedzieć: „Sam sobie już nie ufam. Módl się za mnie i do zobaczenia w Raju!”. Po dwudziestu godzinach ojciec Pio odszedł do Domu Ojca.

„Namalowany” na bisiorze

Dziś Boskie Oblicze kontemplują kolejni. Wśród nich wspomniana siostra Blandina. To ona korzystając z najnowszych zdobyczy techniki porównała trzy wizerunki Umęczonego Mężczyzny. Ten zachowany na Całunie Turyńskim, na tajemniczej Chuście z Oviedo (utożsamianej z Chustą Weroniki) oraz na Całunie z Manoppello. Wyniki wprawiają w zdumienie. Okazało się, że po nałożeniu na siebie wszystkich trzech obrazów, zgadzają się one w najmniejszych nawet szczegółach! Jakby tego było mało, nadal nie wytłumaczono, jakim cudem (no właśnie chyba tylko nim…) na tkaninie powstał jakikolwiek obraz. Większość specjalistów jest zgodna: Welon utkano z bisioru – czyli tzw. morskiego jedwabiu, najcenniejszej tkaniny starożytnego świata. Współcześnie żyje tylko jedna osoba znająca tajniki sztuki produkcji tego drogocennego materiału – to Chiara Vigo. Na widok całunu z Manoppello powiedziała dwa słowa: „To bisior”. Nie miała najmniejszych wątpliwości. Cały problem polega jednakowoż na tym, że na bisiorze – z racji jego morskiego pochodzenia oraz licznej domieszki soli morskiej – nie sposób malować. Chiara Vigo mówi o tym z pełnym przekonaniem. Na tajemniczej chuście natomiast każdego dnia możemy oglądać wizerunek otwierającego oczy Mężczyzny.

Tekst i zdjęcia: Stefan Czerniecki

Źródło: pch24.pl

Kategoria: Cuda się zdarzają | Dodaj komentarz

San Giovanni Rotondo: ciało św. Ojca Pio zostanie wystawione na stałe

Ciało św. Ojca Pio zostanie wystawione w San Giovanni Rotondo na stałe. Przy relikwiach świętego stygmatyka będzie się można modlić w nowej bazylice pod jego wyzwaniem, gdzie zostały przeniesione przed trzema laty, w kwietniu 2010 r.

- Nieustanne wystawienie zostanie zorganizowane na prośbę czcicieli św. Ojca Pio, którzy nieustannie przybywają do tego miasteczka na południu Włoch – mówią pracujący w tamtejszym sanktuarium kapucyni.

Ostateczną zgodę na stałe wystawienie doczesnych szczątków świętego trzeba jeszcze otrzymać z Watykanu. Zakonnicy mają nadzieję, że nastąpi to przed 16 czerwca. Kończą się wtedy obchody ku czci świętego stygmatyka, ogłoszone z okazji minionej w ub. r. 10. rocznicy jego kanonizacji.

Źródło:
www.pch24.pl

Kategoria: Ciekawostki | Słowa kluczowe: , , , , , | Dodaj komentarz

Objawiał rzeczywistość Boga

Argumenty ateistów wskazujące na nieistnienie Boga rozsypują się jak domek z kart w konfrontacji z rzeczywistością Boga, która odsłania się nam w życiu świętych, kanonizowanych w Kościele katolickim. I tak na przykład życie św. o. Pio, jednego z największych mistyków i stygmatyków w historii Kościoła, było wyjątkowo czytelnym znakiem istnienia Boga. Tylko ludzie złej woli, którzy przez swoją „nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1, 18), tak oczywiste znaki lekceważą lub odrzucają.

23 kwietnia 2008 r. w San Giovanni Rotondo ciało św. o. Pio zostało wystawione na widok publiczny, po blisko 40 latach od jego śmierci 23 września 1968 r. Obchody 40. rocznicy śmierci św. o. Pio zakończą się 23 września 2009 r.

Dzięki wstawiennictwu św. o. Pio również dzisiaj dokonują się spektakularne nawrócenia najbardziej zatwardziałych ateistów oraz cudowne uzdrowienia. Trzeba w tym miejscu przytoczyć choćby jeden spośród wielu cudów, które dokonały się dzięki wstawiennictwu św. o. Pio. Świat nauki zadziwia mianowicie niesamowity fakt, że urodzona bez źrenic w 1939 r. Włoszka Gemma di Giorgi w roku 1947 r. odzyskała zdolność perfekcyjnego widzenia, po przyjęciu Komunii św. z rąk o. Pio. Kobieta ta jednak w dalszym ciągu nie ma źrenic, a mimo to doskonale widzi, wbrew wszelkim prawom fizyki. Dostępne są szczegółowe badania naukowe tego niebywałego, ciągle trwającego cudu.

Istnieje wiele udokumentowanych faktów, że w czasie swego ziemskiego życia, dzięki darowi bilokacji, o. Pio przemieszczał się w miejsca odległe o setki lub tysiące kilometrów, aby nieść duchową pomoc potrzebującym. Potrafił czytać w sumieniach i znał szczegóły z życia zupełnie obcych mu ludzi. Miał także dar spotykania się z duszami cierpiącymi w czyśćcu. W codziennych stanach mistycznych spotykał Jezusa, Matkę Bożą oraz świętych. Równocześnie codziennie zmagał się z nienawiścią i brutalnymi atakami złych duchów.
Święty o. Pio przez 50 lat nosił na swoim ciele nieustannie krwawiące rany – stygmaty, znaki męki Chrystusa, których medycyna żadnymi sposobami nie mogła uleczyć. Od ran o. Pio promieniował niebiański zapach, który był również odczuwalny, przez wybrane przez niego osoby, w różnych zakątkach ziemi, nieraz odległych od San Giovanni Rotondo o tysiące kilometrów. W tym artykule spróbujemy się przyjrzeć bliżej tajemnicy i znaczeniu stygmatów.

Tajemnica stygmatów

W historii Kościoła odnotowano 70 kanonizowanych świętych, którzy w swoim ciele nosili krwawiące rany, znaki szczególnego zjednoczenia z Chrystusem w tajemnicy Jego męki i śmierci. Byli to między innymi św. Franciszek z Asyżu, św. Katarzyna ze Sieny i św. Weronika Giuliani. Szczególny rodzaj stygmatów otrzymała św. Teresa z Avila (1515-1582). Na jej ciele nie było żadnych widocznych stygmatów, natomiast prawdziwe rany nosiła na sercu. O fakcie tym napisała w jednym ze swoich mistycznych dzieł. Po śmierci św. Teresy jej ciało zostało poddane autopsji. Po wyjęciu serca okazało się, że rzeczywiście znajduje się na nim pięć ran, w tym jedna wielkości pięciu centymetrów. Lekarze stwierdzili, że każda z nich spowodowałaby natychmiastową śmierć, a przecież św. Teresa żyła z tymi ranami serca przez 23 lata. Co więcej, w sposób dla nauki niewytłumaczalny, serce św. Teresy zachowało się do naszych dni. Jest przechowywane w specjalnym relikwiarzu w kaplicy klasztornej Sióstr Karmelitanek w Alba de Torres w Hiszpanii i można oglądać na nim pięć świeżych ran.

Pierwszym kapłanem w historii Kościoła, który otrzymał stygmaty, był św. o. Pio. Francesco Forgione (św. o. Pio) urodził się 25.05.1887 r. w Pietrelcinie (prowincja Benewent), w ubogiej chacie, w której była tylko jedna izba z jednym oknem, a zamiast podłogi zwykła ziemia. W 1903 r. , w wieku 17 lat, wstępuje do nowicjatu ojców kapucynów.

10 sierpnia 1910 r. Francesco przyjmuje święcenia kapłańskie i całkowicie oddaje się Bogu jako ofiara wynagradzająca za grzechy ludzkości oraz dusze w czyśćcu cierpiące. W liście do swojego ojca duchownego, o. Benedetta, o. Pio pisał: „Od dłuższego czasu odczuwam w sobie potrzebę, aby ofiarować się Panu jako ofiara za biednych grzeszników i dusze w czyśćcu cierpiące. To pragnienie do tego stopnia rosło w moim sercu, że obecnie stało się bardzo silną pasją. Jest prawdą, że już wielokrotnie dokonałem tego aktu oddania się Bogu, błagając Go, aby zechciał przelać na mnie wszystkie konsekwencje grzechów innych ludzi i dusz w czyśćcu cierpiących, lecz teraz pragnę dokonać tego aktu oddania się Panu z posłuszeństwa. Wydaje mi się, że pragnie tego sam Jezus. (…) Trudne jest powołanie, aby cierpieć za innych, dlatego że miejscem takiej osoby jest zjednoczenie z cierpiącym Jezusem na Kalwarii, a nie słodycz miłości” (29.11.1910 r.).

W jednym zaś z listów do o. Augustyna tak o. Pio pisał o szczególnym powołaniu, do którego wezwał go Jezus: „On wybiera sobie dusze i wśród nich – bez jakiejkolwiek mojej zasługi – wybrał moją, aby Mu pomagała w tym ogromnym zadaniu dokonywania dzieła zbawienia ludzi. Im bardziej te dusze cierpią bez najmniejszej pociechy, tym większą ulgę przynoszą cierpieniom dobrego Jezusa. Oto cała przyczyna tego, że pragnę cierpieć zawsze coraz więcej, i to cierpieć bez pocieszenia. Tutaj ma źródło cała moja radość. Niestety, potrzebna jest mi odwaga. lecz Jezus nie odmówi mi niczego. Mogę stwierdzić to na podstawie długiego doświadczenia. Tak, nie odmawia niczego, ale pod warunkiem, że nie przestaje się Go o to prosić” (Pietrelcina, 20.09.1912 r.). W innym liście pisał: „O Jezu! Obym mógł kochać Cię! Obym mógł cierpieć tyle. ile chciałbym, aby Cię zadowolić i naprawić w jakiś sposób niewdzięczność ludzi wobec Ciebie. Pan Jezus pozwolił mi wyraźniej usłyszeć w mym sercu Jego głos: «Mój synu! Miłość poznaje się w bólu; odczujesz go jako ostry w swej duszy, a jeszcze ostrzejszy w swym ciele»” (Pietrelcina, 29 grudnia 1912).

Stygmaty św. o. Pio

Widzialnym znakiem przyjęcia przez Boga tego aktu ofiarowania się o. Pio, w duchu ekspiacji za grzechy innych ludzi i dusze w czyśćcu cierpiące, było udzielenie mu stygmatów – nieustannie krwawiących ran, znaków szczególnego zjednoczenia się z Chrystusem w Jego cierpieniu za zbawienie wszystkich.

Pierwsze oznaki cierpień spowodowanych przez stygmaty zaczęły się pojawiać u o. Pio już w 1910 r. 7 września tego roku ukazali mu się Jezus i Maryja – i wtedy właśnie na swych rękach po raz pierwszy zobaczył rany Chrystusa, które po pewnym czasie zniknęły, dzięki usilnej prośbie o. Pio. To zjawisko powtórzyło się z jeszcze większą intensywnością we wrześniu 1911 r. oraz w marcu 1912 r. Pan Jezus stopniowo przygotowywał o. Pio do przyjęcia na stałe znaków swojej zbawczej męki. 5 sierpnia 1918 r. zakonnik otrzymał ranę boku. Pisze w jednym ze swoich listów, że podczas słuchania spowiedzi „przed oczami, mego umysłu stanął Niebiański Gość”, który „rozpalonym narzędziem rzucił z całej siły w mą duszę. (…) Od owego dnia zacząłem nosić w sobie śmiertelną ranę. W całej głębi duszy czuję stale otwartą ranę, źródło mych ustawicznych katuszy”. Wszystkie rany Chrystusa pojawiły się na ciele o. Pio 20.08.1918 r. Tak opisał to niezwykłe wydarzenie w liście do swojego kierownika duchowego: „(…) po odprawieniu Mszy św. ogarnęło mnie jakieś dziwne ukojenie, podobne do słodkiego snu. Wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne zmysły, a także władze duszy ogarnął wręcz niewypowiedziany spokój. Wszystko odbyło się w wielkiej ciszy, jaka panowała wokół mnie i we mnie”. Ojciec Pio pisze, że zobaczył tajemniczą postać, która miała „ręce, nogi i klatkę piersiową ociekające krwią. (…) Postać na chwilę cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i pierś zostały przebite i ociekają krwią. Możesz sobie wyobrazić ból, jaki przeżyłem i odczuwam nieustannie niemal każdego dnia. Rana serca nieustannie wyrzuca strumienie krwi. Dzieje się to zwłaszcza od czwartku wieczorem do soboty. Ojcze mój, umieram wręcz z bólu i zawstydzenia, które odczuwam w głębi swojej duszy. Lękam się, że umrę na skutek upływu krwi, chyba że Pan wysłucha błagalne westchnienia mego biednego serca i powstrzyma to działanie. Czy jednak Jezus, który jest tak dobry, zechce udzielić mi tej łaski? A może przynajmniej usunie to zawstydzenie, jakiego doznaję każdego dnia przez te zewnętrzne znaki? Będę Go błagał i zaklinał na wszystko, aby zesłał na mnie najgorsze bóle i cierpienia, aby pozostawił tę wyniszczającą mnie udrękę, ale by zabrał te zewnętrzne znaki, które mnie tak zawstydzają i upokarzają w sposób wręcz nie do opisania i wytrzymania. Pragnę natomiast, by mnie nasycił samym tylko cierpieniem” (22.10.1918 r.).

Pan Jezus nie wysłuchał tych próśb, gdyż pragnął wszystkim wątpiącym i niewierzącym dać widoczny znak, wzywający ich do nawrócenia: aby na ciele o. Pio mogli zobaczyć krwawiące rany -znaki Jego strasznej męki i śmierci, spowodowane grzechami i brakiem wiary w Jego miłość i miłosierdzie.

Ojciec Pio wszelkimi sposobami pragnął ukryć te swoje nieustannie krwawiące rany, aby nikt się o nich nie dowiedział. Było to jednak niemożliwe, ponieważ rany obficie krwawiły i trzeba było często zmieniać opatrunki. Tak o stygmatach o. Pio pisał gwardian klasztoru w liście do przełożonego generalnego: „(…) są to autentyczne rany na wylot. W boku zaś widnieje istne rozdarcie, z którego nieustannie wypływa krew”.

Przez 50 lat, aż do swojej śmierci, o. Pio nosił na swoim ciele nieustannie krwawiące rany, znaki męki i śmierci Chrystusa.

Badania lekarskie stygmatów

Wieść o stygmatach o. Pio rozniosła się lotem błyskawicy najpierw we Włoszech, a później po całym świecie. Do San Govanni Rotondo zaczęli przyjeżdżać dziennikarze, którzy byli świadkami spektakularnych cudów i licznych, również własnych, nawróceń dzięki modlitwie o. Pio. Z powodu wielkiego rozgłosu władze zakonne poczuły się zobligowane, aby poddać rany o. Pio szczegółowym badaniom lekarskim.

Przełożeni zakonni poprosili najpierw prof. Luigiego Romanellego, aby zbadał stygmaty o. Pio. Szczegółowe badania odbyły się 14.05.1919 r. Wykazały one, że rany stóp i rąk zakonnika są na wylot, natomiast rana jego boku obficie broczy krwią o charakterze tętniczym i ma długość 8 cm. W końcowym oświadczeniu prof. Romanelli napisał: „Etiologia ran o. Pio nie jest pochodzenia naturalnego. Przyczyn, które spowodowały ich zaistnienie, należy szukać w wymiarze nadprzyrodzonym. Medycyna nie j est w stanie wyjaśnić tego faktu”.

Poproszono także o badanie stygmatów o. Pio profesora Bignamiego, który był ateistą i z góry wykluczał działanie sił nadprzyrodzonych, ponieważ w ich istnienie po prostu nie wierzył. Po badaniach profesor ze zdziwieniem stwierdził, że nie ma takich chemicznych substancji oraz chorób, które byłyby w stanie wywołać tego typu rany. Profesor Bignami zalecił o. Pio kurację, gdyż chciał udowodnić, że po dwóch tygodniach jej stosowania rany zakonnika się zagoją. Nakazał, aby: 1) o. Pio nie miał żadnego dostępu do jodyny i innych środków medycznych; 2) zabandażowano rany i opieczętowano je w obecności dwóch świadków; 3) rany były kontrolowane każdego dnia rano przez 8 dni i aby po kontroli ponownie nakładano na nie pieczęcie.

Przełożeni klasztoru z wielką skrupulatnością dopilnowali, aby wskazania prof. Bignamiego zostały wcielone w życie. Okazało się, że w czasie ośmiodniowej kuracji rany o. Pio w ogóle się nie goiły i cały czas obficie krwawiły.

Kolejnym specjalistą badającym stygmaty o. Pio był prof. Giorgio Festa, który w sprawozdaniu napisał o doskonałym funkcjonowaniu całego systemu nerwowego o. Pio oraz jego władz duchowych. Stwierdził, że rany z całą pewnością nie powstały na skutek działań samego pacjenta, że na pewno nie zaistniały dzięki działaniu jakichś czynników zewnętrznych lub wewnętrznych, a wyglądu i etiologii ran nie można wyjaśnić na gruncie wiedzy medycznej.

Przez 50 lat stygmaty o. Pio nieustannie krwawiły, nie goiły się, zachowując ciągłą świeżość, nie powodowały ropni, stanów zapalnych ani martwicy. Było to zjawisko pozostające w całkowitej sprzeczności z prawami biologii. Na dodatek w chwili śmierci o. Pio jego rany całkowicie zniknęły i nie zostawiły po sobie najmniejszej nawet blizny. Dla lekarzy był to kolejny niesamowity cud, gdyż wszystkie rany spowodowane przez uszkodzenie tkanek zostawiają po sobie trwały ślad w postaci widocznych blizn. Fakt zniknięcia ran o. Pio w chwili śmierci, bez pozostawienia jakichkolwiek blizn, jest dla nauk medycznych przypadkiem absolutnie niewytłumaczalnym.

Stygmaty Ojca Pio były szczególnie wymownym znakiem wzywającym wszystkich do nawrócenia. Bóg w swoim wielkim miłosierdziu poprzez osobę o. Pio dawał ludziom szansę powrotu do Niego w szczególnie trudnym czasie wielkiego kryzysu duchowego, w jakim znalazła się ludzkość.

Tajemnica cierpienia

Stygmaty św. o. Pio, których istnienia nauka nie była w stanie wyjaśnić, były ranami, które zostały zadane Jezusowi w czasie Jego krzyżowej męki. Ujawnienie się tych ran na ciele o. Pio stało się możliwe dzięki jego całkowitemu, mistycznemu zjednoczeniu się z Jezusem oraz dzięki specjalnej łasce Bożej. Poprzez stygmaty Pan Jezus pragnie nam uświadomić, że każdy nasz grzech zadaje Mu straszne cierpienie.

W osobie o. Pio cierpiał i pokazywał nam swoje rany sam Jezus Chrystus. Będąc prawdziwym Bogiem – a w Bogu jest ciągłe „teraz” – Jezus mógł wziąć z historii każdego człowieka wszystkie grzechy i cierpienia i obarczyć nimi swoje człowieczeństwo. Cierpiąc i umierając za każdego człowieka, w swoim zmartwychwstaniu wybawił nas od tego ostatecznego zła i cierpienia, jakim jest wieczne potępienie. Sprawił, że każde – nawet najbardziej bezsensowne i niezawinione – cierpienie w zjednoczeniu z Nim staje się drogą zbawienia, a więc jest wielką łaską i darem. Ale tylko wtedy Jezus będzie mógł nam udzielić daru zbawienia, gdy się na to zgodzimy, gdy z całym swoim cierpieniem, ze wszystkimi grzechami całkowicie zaufamy i zawierzymy Mu siebie w sakramentach pokuty i Eucharystii, gdy będziemy się modlić oraz postępować drogą przykazań i Ewangelii.

Ojciec Święty Jan Paweł II pisze, że każdy człowiek Jest wezwany do uczestnictwa w owym cierpieniu, przez które Odkupienie się dokonało. Jest wezwany do uczestnictwa w tym cierpieniu, przez które każde ludzkie cierpienie zostało także odkupione. Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa” (List apostolski „Sahifici doloris” o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia, 19).

Dzięki męce i śmierci krzyżowej Jezusa „słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc. Tym może się także tłumaczyć wezwanie z listu Piotra: «Jeżeli zaś (ktoś) cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale niech wychwala Boga w tym imieniu!» (Salvifici doloris, 23).

Poprzez swoje rany, widoczne na ciele św. o. Pio, Pan Jezus zaprasza każdego i każdą z nas, aby ofiarował(a) Mu wszystkie swoje cierpienia. Bo tylko wtedy będziemy od Niego otrzymywali zbawczą moc Bożej miłości. Tylko wtedy nasze cierpienie nie będzie się marnowało, nie będzie nas niszczyło, nie będzie dla nas źródłem przekleństwa, ale wielkiego błogosławieństwa, ponieważ będziemy współuczestniczyć w tajemnicy Jezusowego cierpienia i śmierci za zbawienie świata.

Największym dramatem i duchowym cierpieniem człowieka jest stan grzechu śmiertelnego. Pan Jezus wzywa nas, abyśmy natychmiast powstawali z każdego ciężkiego upadku i w sakramencie pokuty oddawali Mu swoje zniewolone i poranione serce, aby mógł dokonać największego cudu, jakim jest przebaczenie grzechów.

Każde cierpienie, którego doświadcza człowiek, jest tylko cząstką tego cierpienia, które stało się udziałem Chrystusa na krzyżu. Jeżeli ofiarowujemy je Jezusowi, to pozwalamy Mu, aby przeniknęła je zbawcza moc Jego miłości. Wtedy będziemy doświadczać, tak jak św. o. Pio, radosnej tajemnicy ostatecznego zwycięstwa Chrystusa nad szatanem, grzechem, cierpieniem i śmiercią. Ojciec Pio był zanurzony w nieustannej modlitwie oraz w całkowitym oddaniu siebie Jezusowi w ofierze zadośćuczynienia za grzechy innych ludzi. Codziennie w zjednoczeniu z Jezusem św. o. Pio mógł brać na swoje barki cierpienia i problemy wszystkich ludzi, którzy zwracali się do niego z prośbą o pomoc. Składając samego siebie Bogu w ofierze zadośćuczynienia za grzechy innych ludzi, św. o. Pio używał najskuteczniejszej broni do przezwyciężania wszelkiego zła. W liście do o. Augustyna pisał: „Jestem bardziej zadowolony, gdy cierpię – i gdybym nie słuchał głosu serca, prosiłbym Pana Jezusa, aby dał mi wszystkie cierpienia ludzi. Ale tego nie czynię, ponieważ obawiam się, że będę zbyt samolubny, pragnąc dla siebie lepszej części, którą jest ból. W cierpieniu Pan Jezus jest bliżej, przygląda się i jest Tym, który przychodzi, aby żebrać o ból i łzy, potrzebuje ich dla dusz” (12.04.1912).

Ojciec Pio często mówił ludziom: „Biorę na siebie waszą mękę!”. Brał na siebie cierpienia innych, doświadczając ich w całej pełni. Ale u św. o. Pio cierpienie przeplatało się z wielką radością wynikającą ze zjednoczenia z Chrystusem. Kiedy we wspólnocie zakonnej przebywał z braćmi, był duszą towarzystwa, żartował pełen radości. Jednak po pewnym czasie musiał odchodzić z powodu wielkiego cierpienia. Mówił: „jestem jedną wielką raną”. Pisał do swej córki duchowej: „Nie kocham cierpienia dla niego samego, lecz dla owoców, które przynosi: oddaje chwałę Bogu, zbawia dusze, wybawia z czyśćca – czy mogę chcieć więcej?”.

„Wiem, że wszyscy cierpicie. Odwagi!” – pisał św. o. Pio. „Zaufanie do naszej Matki jest gwarancją, że wyciągnie Ona swą dłoń, by pocieszyć nas wszystkich. W każdym chorym jest Jezus, który cierpi. W każdym ubogim jest Jezus, który kona. W każdym ubogim chorym jest Jezus, który cierpi i kona podwójnie”.

Modlitwa ofiarowania cierpienia
„Panie Jezu Chryste, oddaję Ci siebie wraz
ze wszystkimi swoimi cierpieniami fizycznymi
i duchowymi. Oddaję Ci caty swój lęk przed
cierpieniem i śmiercią oraz poczucie
nieużyteczności cierpienia.

Pragnę jednoczyć się z Tobą, Jezu,
w Twoim cierpieniu na krzyżu za zbawienie
świata, aby z tego źródła naszego
zbawienia czerpać moc uzdrowienia,
siły do niesienia cierpienia oraz
radość z Twojego zwycięstwa nad szatanem,
cierpieniem, grzechem i śmiercią.

Święty Ojcze Pio, módl się za nami
i pomagaj nam w ofiarowywaniu cierpienia
za nawrócenie grzeszników oraz
w intencjach całego Kościoła!”.

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Źródło: adonai.pl

Kategoria: Cuda się zdarzają | Słowa kluczowe: , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ojciec Pio zatrzymał św. Michała na szlaku peregrynacji

Ciekawe wydarzenie miało miejsce w czasie peregrynacji figury św. Michała Archanioła. Z wypełnionej modlitwą kaplicy Wydawnictwa Michalineum w Markach figura udała się w dalszą podróż po Polsce. Trasa wędrówki wiodła do parafii Marki Bożej Nieustającej Pomocy w Duczkach k. Wołomina.

Przyjazd św. Michała się opóźnił, chociaż odległość była niewielka – tylko 18 km. Co zatrzymało go na trasie przejazdu bliskich Marek? Św. Ojciec Pio, a raczej jego parafianie z parafii w Zagościńcu, której patronuje. Nie było to przypadkowe bo święty z San Giovanni Rotondo miał wielkie nabożeństwo do św. Michała z Gargano. Kilka razy pielgrzymował do Monte Sant Angelo i podobno gdy umierał przebywał nie tylko w swej celi, ale także, przez dar bilokacji, w cudownej Grocie Objawień. Archanioł Michał na chwilę zatrzymał się przy kaplicy i nowo budowanym kościele. Kapłani i liczna grupa wiernych wspólnie w modlitwie poprosiła wiernych o opiekę św. Michała nad wspólnota parafialną, ochronę od zła i przyjęła błogosławieństwo.

O godz. 18.05 Figura dotarła do Duczek. Ks. Proboszcz i przedstawiciele parafii powitali Niezwykłego Gościa, który jest tam czczono od wielu lat (działają Czciciele św. Michała Archanioła). Trwa tam 24 godzinne czuwanie, któremu przewodniczy michalita ks. Zbigniew Baran z Warszawy.

Źródło: michalici.pl

„Ojciec Pio. Droga do świętości” – zamów książkę o życiu i cudach św. Ojca Pio z Pietrelciny.

Kategoria: Anegdoty | Słowa kluczowe: , , , , , | Dodaj komentarz

Nawrócenia zatwardziałych grzeszników

Niezliczeni są chorzy na ciele, którzy zawdzięczają św. Ojcu Pio jakąś łaskę. Jednak cierpiący na choroby duszy są jeszcze liczniejsi. Wśród nich znajdują się ludzie pełni niepokoju, którzy odnaleźli spokój; ludzie, którzy żyli w zagubieniu i odnaleźli światło, które ich wypełniło; ludzie, którzy chcieli zmienić swoje życie; ludzie załamani śmiercią kogoś bliskiego lub niepowodzeniami finansowymi, itd. Wszyscy oni odnaleźli u Ojca Pio radę, pomoc, pocieszenie, spokój, otuchę. Zobacz więcej»

Kategoria: Cuda się zdarzają | Słowa kluczowe: , | 2 Comments

Egzorcyzmy odprawiane przez Ojca Pio

Znane są przypadki egzorcyzmów Ojca Pio, po których ludzie byli uwalniani od złego ducha. Oto jeden z nich:
We wrześniu 1947 roku do Ojca Pio w San Giovanni Rotondo przyprowadzono opętaną kobietę. Własne dzieci zmusiły ją, aby weszła do kościoła, w którym Ojciec Pio miał odprawiać Mszę Świętą. Biedaczka od wielu lat nie wchodziła do żadnej świątyni, nie oglądała krucyfiksu ani żadnego świętego obrazu. Zobacz więcej»

Kategoria: Cuda się zdarzają | Słowa kluczowe: | Dodaj komentarz

Bilokacja Ojca Pio

Ojciec Pio posiadał zdolność bilokacji, czyli przebywania równocześnie w różnych dwóch miejscach; świadkowie mówili też, że potrafił przenikać przez zamknięte drzwi.

Dokumenty potwierdzają, że odkąd Ojciec Pio w 1917 roku zamieszkał w klasztorze Matki Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo, praktycznie nigdy go nie opuścił. Widziano gojednakże w trakcie procesu kanonizacyjnego świętej Teresy od Dzieciątka Jezus w bazylice Świętego Piotra w RzymieZobacz więcej»

Kategoria: Cuda się zdarzają | Słowa kluczowe: , | Dodaj komentarz

Zobaczyć świętego

W 2008 roku, w 40. rocznicę śmierci św. Ojca Pio i przeżywaliśmy doniosłe wydarzenia związane z ekshumacją oraz wystawieniem do publicznej czci relikwii jego ciała. Nic zatem dziwnego, że kolejny raz odżył kult tej niezwykłej postaci. Do San Giovanni Rotondo każdego dnia przyjeżdżały tłumy by zobaczyć Świętego. Zobacz więcej»

Kategoria: święty Ojciec Pio | Słowa kluczowe: , , | Dodaj komentarz

Świat go pokochał

Mamy XXI wiek. Ojciec Pio znany jest niemal na całym świecie. Jeśli można mówić o „rankingu popularności” wśród wyniesionych na ołtarze, to na pewno jest on jednym z najbardziej znanych i czczonych świętych.
Dlaczego jest tak popularny? – Bo jest skuteczny – odpowiadają zakonnicy. Przypominają jego porzekadło:

Zmarły uczynię więcej hałasu niż żywy”. Zobacz więcej»

Kategoria: święty Ojciec Pio | Słowa kluczowe: , , | Dodaj komentarz

Modlitwa ofiarowania cierpienia

Panie Jezu Chryste, oddaję Ci siebie wraz ze wszystkimi swoimi cierpieniami fizycznymi i duchowymi. Oddaję Ci cały swój lęk przed cierpieniem i śmiercią oraz poczucie nieużyteczności cierpienia. Pragnę jednoczyć się z Tobą, Jezu, w Twoim cierpieniu na krzyżu za zbawienie świata, aby z tego źródła naszego zbawienia czerpać moc uzdrowienia, siły do niesienia cierpienia oraz radość z Twojego zwycięstwa nad szatanem, cierpieniem, grzechem i śmiercią.

Święty Ojcze Pio, módl się za nami i pomagaj nam w ofiarowywaniu cierpienia za nawrócenie grzeszników oraz w intencjach całego Kościoła!

Więcej przeczytasz w książce Giovanniego Cavagnariego pt. „Ojciec Pio. Droga do świętości”. Książkę można zamówić na stronie ojciec-pio.pl.

Kategoria: Modlitwy i litanie | Słowa kluczowe: | Dodaj komentarz