NAJWIĘKSZY CUD OJCA PIO

„Po konsekracji i podniesieniu na jego twarzy widać było coś niezwykłego. Ludzie mówili: — Wygląda jak Jezus!”. Te słowa jednego ze świadków Mszy Świętej sprawowanej przez Ojca Pio wyrażają najgłębszą prawdę o nim jako kapłanie — „drugim Chrystusie”. Jak „Padre Pio” przeżywał Eucharystię? W jaki sposób za jej pośrednictwem apostołował?

Ojciec Pio — Franciszek Forgione — poświęcił się Bogu już jako mały chłopiec. Tak wspominał to wydarzenie: „Miałem wtedy pięć, może sześć lat. Wtedy nad wielkim ołtarzem ukazało mi się Serce Pana Jezusa i uczyniło znak, bym się zbliżył do ołtarza. Jezus położył rękę na mej głowie, pragnąc w ten sposób potwierdzić, że podoba Mu się to moje postanowienie ofiarowania się i poświęcenia Jemu…”.

Misterium miłości

Na prymicyjnym obrazku Ojciec Pio wypisał słowa, które stały się programem jego kapłańskiego życia: „Jezu, tchnienie mego życia, oto drżący unoszę Cię do góry w misterium miłości. Obym wraz z Tobą był dla świata Drogą, Prawdą i Życiem, a dla Ciebie był świętym kapłanem, doskonałą ofiarą”. Przez ponad 58 lat, codziennie, podczas Eucharystii łączył się duchowo z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Ostatnią Najświętszą Ofiarę sprawował 22 września 1968 roku – dzień przed swoją śmiercią.

Powołanie Ojca Pio realizowało się przede wszystkim przez sprawowanie Eucharystii oraz przez sakrament pojednania i kierownictwo duchowe. W Eucharystii doświadczał – jak sam wyznał — „całej Kalwarii”.

Ołtarz i konfesjonał

Odprawiana przez Ojca Pio o czwartej lub piątej rano — Msza Święta wpłynęła na rozkład autobusów i godziny otwarcia hoteli w San Giovanni Rotondo. Jego sakramentalna posługa przyciągała tysiące wiernych. Ludzie już od 2.30 oczekiwali w kościele. Nawiedzając to miejsce w 1987 roku, Jan Paweł II mówił w homilii poświęconej Ojcu Pio: „Czyż ołtarz i konfesjonał nie były dwoma biegunami jego życia?” Gdy przybył do San Giovanni Rotondo w roku 1974, wspominał: „Mam jeszcze przed oczyma jego postać, jego obecność, jego słowa; widzę, jak odprawiał Mszę św. przy bocznym ołtarzu, a następnie ten konfesjonał, dokąd udawał się, aby spowiadać… ”.

Charyzmatyczny spowiednik odmawiał często rozgrzeszenia penitentom, którzy wyznawali, iż zaniedbywali Mszę św. niedzielną. Bolał nad ich niefrasobliwością. Otrzymywali rozgrzeszenie tylko wtedy, kiedy naprawdę żałowali. W ten sposób Ojciec Pio uczył, że każda Najświętsza Ofiara ma bezgraniczną wartość.

Msza Ojca Pio

Taki tytuł nosił artykuł pewnego świeckiego dziennikarza, który w 1929 roku przelał na papier odczucia, jakie wzbudziła w nim Eucharystia sprawowana przez słynnego Kapucyna. Pisał: „Wszyscy ci, którzy byli ze mną w małym kościele Matki Bożej Łaskawej, w modlitwie towarzyszyli mu we wchodzeniu na Kalwarię i pozostawali u stóp krzyża, na nowo utwierdzając się w wierze i nadziei. (…) Wiele cudów Opatrzności przekazał Ojciec Pio ludzkim duszom i ciałom (…), ale ze wszystkich — dla mnie — cud Mszy Świętej jest największy”.

Inny świadek „Mszy Ojca Pio”, kapucyn, tak wyraził posłannictwo swego współbrata: „Tajemnica Męki była dlań stosowną, wydawał się zrodzony właśnie dla celebracji. Gdy wznosił kielich i patenę, rękawy opadały nieco i ukazywały odsłonięte rany rąk. Na nich skupiał się wzruszony wzrok obecnych i wszyscy nagle czuli się ubodzy i mizerni, zdumieni wobec tego ofiarowania (…) W czasie Komunii tłum wstrzymywał oddech. Bóg ukrzyżowany łączył się z ubogim bratem (…). Zdawało się, że ta Msza jednała dusze, pozwalała zapomnieć zło, dawała odczuć radość z bycia braćmi i pielgrzymami…”.

Miejsce przeistoczenia

Eucharystia, nieskończenie owocna jako źródło łask dla samego Ojca Pio, była również skuteczna dla tych, którzy byli jej świadkami. Jeden z nich stwierdził, że kiedy Ojciec odprawiał Mszę św., „nie można się było zmęczyć patrzeniem na niego”. W kościele była całkowita cisza. Ludzie, wpatrzeni w skupieniu oblicze kapłana, kontemplowali dokonujące się na ołtarzu tajemnice. Do San Giovanni Rotondo przybywali nie tylko katolicy, ale również zagorzali ateiści, ciekawscy, niewierzący. Podczas Eucharystii sprawowanej przez Ojca Pio wielu z nich wracało do wiary.

Maria Winowska, opisując kilkakrotnie przeżytą „Mszę Ojca Pio”, pyta: „…czyż Msza nie jest dla każdego z nas miejscem przeistoczenia, w którym nasze biedne cierpienie, przejęte przez Chrystusa, osiąga cenę wieczności? (…) To, co się odbywa przy ołtarzu, przemawia wprost do duszy. Jest jakiś tajny związek między nią a księdzem zatopionym w Bogu. (…) I to mi się wydaje jedną z przyczyn nadzwyczajnej władzy Padre Pio nad wszystkimi, którzy się doń zbliżają. Jak woda za dotknięciem różdżkarza, tak za jego przyczyną tryska żywe źródło skryte w pustyni oschłej rutyny. W zetknięciu z nim dusze utwierdzają się w chrześcijaństwie…”.

Dobromiła Salik
opr. mg/mg

Kategoria: Cuda się zdarzają | Słowa kluczowe: , , , , , , | Dodaj komentarz

Ojciec Pio – co zobaczył w swoich wizjach?

Słynny stygmatyk był znany nie tylko ze swoich krwawiących ran, ale i z tego, że miewał wizje dotyczące przyszłości świata. Co przewidywał?

Większość jego wizji dotyczy końca świata i Dnia Sądu Ostatecznego, a jest to tematyka dziś niezwykle aktualna. Francesco Forgione, bo tak nazywał się naprawdę, większość swojego życia spędził w klasztorze braci mniejszych kapucynów w San Giovanni Rotondo, gdzie żył aż do śmierci. Wśród wiernych jeszcze za życia zakonnika, krążyły opowieści o jego nadprzyrodzonych umiejętnościach. Dziś interesuje nas przede wszystkim dar jasnowidzenia. Ojciec Pio pozostawił po sobie wiele przepowiedni dotyczących przyszłych losów świata. Zadziwiające, że początkowo sam nie zdawał sobie sprawy, że wizje, których doznawał są czymś nadzwyczajnym. A wszystko przez to, że pierwsze z nich pojawiły się, kiedy Franciszek był jeszcze małym dzieckiem. Może to zabawne, ale najzwyczajniej w świecie przez wzgląd na niewinną dziecięcą naiwność myślał, że wszyscy ludzie posiadają tego typu zdolności. Dlatego między innymi nie wspominał o nich, traktując jako przysłowiowy chleb powszedni. Z czasem jednak zaczął spostrzegać swoją inność coraz wyraźniej. Niektóre doświadczenia mistyczne Pio opisywał w listach do swojego powiernika i opiekuna duchowego, ojca Augustyna. Poniżej przytaczamy krótkie fragmenty jednego z nich. Korespondencja pochodzi z 7 kwietnia 1913 roku. A pisał ojciec Pio takie oto słowa:

„Mój drogi Ojcze, w piątek rano [...] ukazał mi się Pan Jezus. Był zdruzgotany i załamany. Ukazał mi ogromny tłum księży, pośród których było wielu dygnitarzy z różnych kościołów. Jedni odprawiali msze święte bez należnego nabożeństwa, inni ubierali lub zdejmowali szaty liturgiczne bez żadnego szacunku. [...] Zapytałem dlaczego tak cierpi. Nie odpowiedział, tylko pokazał mi ukaranie tych księży. Za chwile jednak, patrząc na nich z wielkim smutkiem zapłakał i zobaczyłem jak dwie duże łzy spłynęły po Jego twarzy. Odwrócił się i odszedł stamtąd wypowiadając gorzko pod ich adresem ‚Mordercy!’.

Zwracając się do mnie powiedział: ‚Mój synu, nie wierz w to, że moja agonia trwała tylko trzy godziny. Moja agonia nadal trwa i będzie trwała do końca świata ze względu na Dusze, które bardzo umiłowałem. [...] To potęguje moje cierpienie i przedłuża agonię. A najgorsze jest to, że ludzie są obojętni, nie wierzą we mnie i gardzą moja miłością. Ileż to razy mój gniew jak piorun, chciałem obrócić przeciw nim, ale powstrzymali mnie Aniołowie i Duch miłości, który jest we mnie… [...]”.

Bóg wielokrotnie rzekomo zapowiadał, że zbliża się koniec ery ludzkiej. O tym właśnie mówi kolejny bardzo obszerny fragment, w którym Pio opisuje treść jednego z najważniejszych widzeń mistycznych. Jest to tekst jednej z wizji ojca Pio, który przytaczamy za Zbigniewem Kozłowskim na podstawie jego słynnej książki pod tytułem „Świat objawiony”.

„15 stycznia 1957 roku Zbawiciel nasz, Jezus Chrystus, oznajmił mi wieść następującą:

‚Godzina mego przyjścia [sądu dla trzeciej części ludzkości] jest bliska. Przy tym przyjściu będzie Miłosierdzie, a jednocześnie twarda i straszna kara. Moi Aniołowie powołani do tego zadania będą uzbrojeni w miecze. Uwaga ich będzie zwrócona przeciw tym, którzy nie wierzą i bluźnią przeciwko objawieniu Bożemu. Z chmur powstaną orkany ognistych strumieni padających na całą ziemię. Niepogody, burze, pioruny, powodzie, trzęsienia ziemi będą jedne po drugich następować w różnych krajach.

Nieustannie będzie padać deszcz ognisty. Rozpocznie się to w bardzo mroźną noc. Grzmoty i trzęsienia ziemi będą trwać trzy dni i trzy noce. Będzie to dowodem, że przede wszystkim jest Bóg. Ci, którzy we mnie pokładają nadzieję i wierzą moim słowom, niech się nie boją, bo ja ich nie opuszczę. Szczególnie tych, którzy niniejsze ostrzeżenie podadzą innym dla ich dobra, żeby się ludzie nawrócili i przestali źle czynić.

Kto jest w stanie łaski i szuka opieki Matki Mojej, temu nie stanie się nic. Abyście się na to przygotowali, podaję wam znaki: noc będzie bardzo zimna, wiatr będzie huczał, a po pewnym czasie powstaną grzmoty. Wtedy zamknijcie drzwi i okna, nie rozmawiając z nikim poza domem. Uklęknijcie pod krzyżem, żałując za swoje grzechy. Proście Matkę Moją o opiekę. Podczas gdy ziemia trząść się zacznie, nie wyglądajcie na zewnątrz, bo gniew Ojca Mego jest godny szacunku. Kto rady tej nie usłucha, ten zginie w okamgnieniu, bo serce jego widoku tego nie wytrzyma. Kto będzie cierpiał nieustraszenie, nie zginie. Zostanie on męczennikiem i wejdzie do Królestwa Mojego. W trzecią noc ustanie ogień i trzęsienie ziemi, a w dniu następnym świecić będzie słońce.

W postaciach ludzkich zstąpią na ziemię Aniołowie i przyniosą z sobą ducha pokoju. Niezmierna wdzięczność uratowanej ludzkości wzniesie się do nieba w gorącej modlitwie dziękczynnej. Kara, jaka spadnie, nie może być porównana z żadną inną, jaką Bóg dopuścił na stworzenia od początku świata. Jedna trzecia ludzkości zginie.

Powaga czasu skłania Mnie do zwrócenia uwagi wszystkim, że to wielkie niebezpieczeństwo grozi ludzkości, jeżeli się ona nie zmieni. Nikt nie zna dnia ani godziny, kiedy przyjdzie kara. Ojciec Mój wie, kiedy to nastąpi.

Pamiętajcie o tym surowym napomnieniu, które wam daję. Nie bójcie się, ale tego nie lekceważcie, bo niebezpieczeństwo grozi całej ludzkości. Wobec krótkiego czasu należy go gorliwie wykorzystać, nie poddawać się złu ani nie ustępować. Waszym zadaniem i obowiązkiem jest wskazać na nadchodzące niebezpieczeństwo, ponieważ nie będzie usprawiedliwienia, że nie wiedzieliście. Niebo długo bowiem czeka i ostrzega, a ludzie się tym nie przejmują. Gdy będzie za późno, wyłoni się duży głaz z białej mgły poprzez noc – noc bez wypowiedzenia wojny. [...]„.

Czy proroctwa ojca Pio spełnią się w najbliższym czasie?

Źródło: strefatajemnic.onet.pl

Kategoria: Anegdoty | Słowa kluczowe: , , , , , , , | Dodaj komentarz

Droga krzyżowa w San Giovanni Rotondo

Pielgrzymujących do San Giovanni Rotondo zachwyca monumentalna droga krzyżowa o długości przekraczającej 800 metrów, biegnąca, w cieniu wysokich drzew, na zboczu wzgórza Castellano.

Wije się ona serpentynami w górę, przecinając szeroki trakt kamienny o długości 150 i szerokości 9 metrów, zwany „schodami do nieba”, którym wielu pielgrzymów powraca na plac przykościelny. Na jej początku znajduje się figura Ojca Pio, w połowie zaś ustawiono (23 września 1970 roku) wykonaną z białego kamienia płaskorzeźbę wyobrażającą Maryję z Dzieciątkiem, a na samej górze wielkich rozmiarów figurę Chrystusa zmartwychwstałego.

Poszczególne stacje wzniesione zostały z granitu sardyjskiego, zaś wyobrażenia Chrystusa wykonano z brązu. Na uwagę zasługuje stacja piąta, która przedstawia Ojca Pio w roli Szymona Cyrenejczyka pomagającego Chrystusowi dźwigać krzyż w drodze na Kalwarię.

Szczególnie pięknie droga krzyżowa wygląda nocą, gdy od stacji do stacji cicho przesuwa się tłum pielgrzymów przy świetle pochodni, lampionów i latarek. Ich wędrówce towarzyszy modlitewna zaduma.

Pomysłodawcą drogi krzyżowej był Ojciec Pio. Dla jej zaprojektowania i wykonania pozyskał znanego włoskiego rzeźbiarza Francesca Messinę, któremu radą i pomocą służyli: architekt, Tito Varisco z Mediolanu i inżynier, Saverio Longo z San Giovanni Rotondo. Niewierzący i krytycznie nastawiony do Kościoła Messina po spotkaniu z Ojcem Pio (11 kwietnia 1949 roku) zmienił swoje życie i stał się jego duchowym synem.

Pracę nad projektami Messina rozpoczął wiosną 1967 roku. Rok później, 25 maja, w osiemdziesiąte urodziny Ojca Pio, rozpoczęto pierwsze roboty na zboczu Castellano. Kamień węgielny poświęcił sam Ojciec Pio 22 września 1968 roku, na kilka godzin przed swoją śmiercią. W miejscu, gdzie wówczas stał, wznosi się obecnie jego pomnik – także wykonany przez Messinę.

Francesco Messina – jak napisał Czesław Ryszka w „Winnicy Padre Pio” – przez wiele lat przyglądał się charyzmatycznemu kapucynowi i przelał w tę bryłę metalu żywego Pio. Co ciekawe, umieścił figurę na bardzo niskim postumencie, aby – jak mówił – Ojciec mógł rozmawiać ze swymi dziećmi. Cierpiące oblicze, zranione ręce, pochylone plecy… Pio stoi jak żywy, taki, jakim pamiętają go wszyscy. Codziennie pod tą figurą klęczy wiele osób. Każdy dotyka statuy z brązu, pociera o nią różaniec lub chusteczkę…

25 maja 1971 roku kard. Corrado Ursi, arcybiskup z Neapolu, który należał do szczególnych protektorów i duchowych przyjaciół Ojca Pio, poświęcił drogę krzyżową.

Źródło: doojcapio.pl

Kategoria: święty Ojciec Pio | Dodaj komentarz

Kraków: czuwanie czcicieli Ojca Pio

Około pięć tysięcy czcicieli Ojca Pio w nocy z soboty na niedzielę zgromadziło się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach na XI czuwaniu ze Świętym Kapucynem. Hasłem spotkania były słowa: „Bądźcie moimi świadkami”.

Na początku spotkania licznie zebranych wiernych, którzy przybyli m.in. z Bytomia, Lublina, Tarnowa, Krosna oraz Piły, przywitał o. Tomasz Duszyc OFMCap, odpowiedzialny za organizację wydarzenia. Kapucyn poprosił o pomoc w dobrym przeżyciu modlitwy Matkę Bożą. Zebrani w świątyni wspólnie odmówili dziesiątek różańca.

Po modlitwie konferencję wygłosił gość spotkania – o. Nazario Vasciarelli OFMCap, który był gwardianem klasztoru w San Giovanni Rotondo i pierwszym rektorem Sanktuarium Ojca Pio. O. Vasciarelli przypomniał zebranym, że tegoroczne spotkanie odbywa się w Roku Wiary. W tym kontekście mówił o Ojcu Pio jako o człowieku, który przez całe życie dojrzewał w wierze i tą wiarą dzielił się z innymi. Kapucyn przypomniał jeden z listów Ojca Pio, w którym pisał, że już jako nastolatek otrzymał od Pana Boga zadanie: „uświęć się i uświęcaj innych”.

Przedstawiając życiorys Ojca Pio o. Vasciarelli pokazywał zebranym w łagiewnickiej bazylice, że Stygmatyk, choć czuł przy sobie obecność Pana Jezusa, Matki Bożej, Anioła Stróża, a także św. Franciszka z Asyżu, to jednocześnie toczył wielkie i ciężkie walki z demonem. – Ten trudny czas potrafił jednak dobrze przeżyć i zwyciężyć, bo był człowiekiem wiary – mówił.

O północy została odprawiona Msza św., następnie odmówiona została Koronka do Miłosierdzia Bożego. Natomiast od godz. 3.00 do 5.00 trwało czuwanie modlitewne, które poprowadziła wspólnota „Charisma” z Krakowa.

– W naszym spotkaniu uczestniczyli czciciele Ojca Pio z całej Polski. Można pytać dlaczego przyjeżdżają tu i całą noc czuwają. Odpowiedź jest jedna – robią to z wdzięczności za otrzymane łaski od naszego Świętego Współbrata – podkreśla br. Paweł Teperski OFMCap.

pam

Źródło: PCh24.pl

Kategoria: Ciekawostki | Słowa kluczowe: , , , , , , | Dodaj komentarz

SGR – Bazylika Matki Bożej Łaskawej

Z powodu licznie napływających do San Giovanni Rotondo wiernych (w 1954 roku Ojciec Pio rozpoczął odprawianie Mszy Świętych na otwartej przestrzeni przed klasztorem) w latach pięćdziesiątych XX wieku obok dawnego zakonnego kościółka wzniesiono współczesną bazylikę. Obie świątynie są dedykowane Matce Bożej Łaskawej.

Bazylika jest dziełem architekta Giuseppe Gentile. Prace budowlane przy jej wznoszeniu rozpoczęto 2 lipca 1956 roku, a już trzy lata później, 10 lipca 1956 roku, bp Paolo Carta z Foggii konsekrował nowo powstałą świątynię. Kilka dni wcześniej – 2 lipca – odbyła się uroczystość koronacji słynącego łaskami obrazu Matki Bożej Łaskawej koronami papieskimi, której dokonał kard. Federico Tedeschini.

Świątynia jest długa 57 m i 12 m szeroka, w zwieńczeniu jej frontonu, na wysokości 35 m, ustawiono mierzącą prawie 3 m marmurową figurę Niepokalanej z gwiezdną aureolą – dzieło Antonia Bassi di Trani – wyraźnie widoczną nocą w świetle reflektorów.

Wnętrze ozdobionej marmurami bazyliki kontrastuje z małym kościołem klasztornym. Taki wystrój w pełni akceptował Ojciec Pio, twierdząc, że dla ozdobienia domu Bożego nie należy żałować kosztowności.

Spośród trzech naw bazyliki, centralna wyraźnie dominuje nad pozostałymi. W jej absydzie oświetlonej 32 oknami, nad głównym ołtarzem widnieje mozaika o powierzchni 120 m kwadratowych, przedstawiająca wizerunek Matki Bożej Łaskawej. Jest ona dziełem prof. Bedininiego. Mozaiki w nawach bocznych wykonali: prof. Antonio Achilli i o. Ugolino da Belluno.

Centralne miejsce w nawie głównej zajmuje ołtarz, przy którym od 1959 roku Ojciec Pio celebrował Msze Święte. Na prawo od ołtarza głównego znajdują się organy składające się z 4860 piszczałek, poświęcone przez Ojca Pio 6 sierpnia 1966 roku.

W nawach bocznych znajduje się dziewięć ołtarzy, a w ich nastawach osiem mozaik szkoły watykańskiej i figura św. Antoniego z Dzieciątkiem. Obecnie po otwarciu grobu Ojca Pio i wystawieniu jego relikwii, lewa nawa została oddzielona od wnętrza kościoła i zaadoptowana jako fragment szlaku, którym pielgrzymi schodzą do krypty.

Ponad nawami bocznymi wznoszą się balkony wyłożone drzewem. Lewy był ulubionym miejscem modlitwy Ojca Pio.

Obecnie również ta świątynia okazała się zbyt mała dla przybywających pielgrzymów, dlatego w 1993 roku rozpoczęto przygotowania do budowy trzeciego, monumentalnego kościoła. Jego uroczyste otwarcie nastąpiło w 1 lipca 2004 roku, został on dedykowany świętemu Ojcu Pio (Chiesa San Pio).

Źródło: doojcapio.pl

Kategoria: Ciekawostki | Słowa kluczowe: , , , , | Dodaj komentarz

Tegoroczny Ogólnopolski Kongres Grup Modlitwy Ojca Pio

Tegoroczny, 14. Ogólnopolski Kongres Grup Modlitwy Ojca Pio, jak już wcześniej zapowiadano, po raz pierwszy odbędzie się na Jasnej Górze w Częstochowie 26-29 września, a nie jak w minionych latach w kapucyńskim domu rekolekcyjnym w Tenczynie.

Choć trochę żal nam tenczyńskiej atmosfery, chcemy otwierać się na nowe wyzwania. Ufamy, że ta zmiana sprawi, że w kongresie będzie mogła wziąć udział jeszcze większa liczba osób zaangażowanych w życie Grup Modlitwy w Polsce, a Jasnogórski Dom Pielgrzyma stanie się odtąd naszym domem, tak jak stał się nim Dom Rekolekcyjny braci kapucynów w Tenczynie. Dodatkowo bliskość Sanktuarium Królowej Polski z pewnością pomoże nam jeszcze głębiej przeżywać kongresowe spotkania i pobudzi do żywej modlitwy.

14. Ogólnopolski Kongres Grup Modlitwy Ojca Pio

Tegoroczny kongres odbędzie się pod hasłem „Wierzę w Syna Bożego” i wprowadzi nas w kolejny rok pracy oparty na nowym, czteroletnim programie duszpasterskim Kościoła w Polsce „Przez wiarę i chrzest do świadectwa”.

Kongres na Jasnej Górze będzie składał się z dwóch części. Pierwsza będzie miała charakter wykładowo-formacyjny. Z każdej Grupy Modlitwy będzie mogła wziąć w niej udział zgłoszona wcześniej reprezentacja składająca się maksymalnie z 5 osób. Druga część kongresu będzie modlitewnym czuwaniem i zostanie otwarta dla wszystkich pielgrzymów, bez konieczności wcześniejszej rejestracji.

Pierwsza część kongresu rozpocznie się 26 września (czwartek) wieczorem, a zakończy 28 września (sobota) obiadem. Uczestnicy zostaną zakwaterowani w Domu Pielgrzyma na Jasnej Górze, w którym odbywać się będą wszystkie spotkania kongresowe i spożywane będą posiłki. Wybrane spotkania modlitewne będą się także odbywały w Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze.

Po sobotnim obiedzie, który zakończy pierwszą część kongresu, opuścimy Dom Pielgrzyma, by udać się na Przeprośną Górkę (będzie możliwość skorzystania ze zorganizowanego transportu), gdzie wraz z innymi pielgrzymami, którzy przebędą tam bezpośrednio, weźmiemy udział w drodze krzyżowej i w Eucharystii w tamtejszym Sanktuarium Świętego Ojca Pio, a następnie wrócimy do kaplicy Cudownego Obrazu na Apel Jasnogórski i całonocne czuwanie Grup Modlitwy i czcicieli Ojca Pio przed tronem Królowej Polski. To modlitewne czuwanie i cały kongres zakończy się 29 września (niedziela) nad ranem.

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w kongresie przedstawicieli każdej Grupy Modlitwy Ojca Pio w naszej Ojczyźnie wraz z kapłanami – ich asystentami duchowymi. Na drugą część kongresu – czuwanie modlitewne na Przeprośnej Górce i w Kaplicy Cudownego Obrazu – zapraszamy wszystkich członków Grup Modlitwy i wszystkich czcicieli św. Ojca Pio z całej Polski.

Do zobaczenia w Częstochowie!

Z serdecznymi pozdrowieniami i pamięcią w modlitwie

Tomasz Duszyc OFMCap, asystent krajowy Grup Modlitwy Ojca Pio

Bolesław Konopka OFMCap, moderator prowincjalny Grup Modlitwy Ojca Pio

Bogusław Piechuta OFMCap, moderator prowincjalny Grup Modlitwy Ojca Pio

Źródło: glosojcapio.pl

Kategoria: Modlitwy i litanie, święty Ojciec Pio | Dodaj komentarz

Manoppello – cicha kraina z Cudownym Wizerunkiem

Chusta, o której krążą legendy, domysły, podejrzenia. Niektórzy twierdzą, że została wykradziona z Watykanu. Inni, że do maleńkiej włoskiej wsi przyniósł ją tajemniczy wędrowiec. Do dziś nie ma jednej jasnej odpowiedzi dotyczącej jej genezy, historii. Łatwiej o odpowiedź na pytanie, czyje oblicze przedstawia.

„Mężczyzna ma rzadką, młodzieńczą brodę, tak że widać niemal każdy włos, i delikatne, prawie kobiece brwi. Na środek wysokiego czoła opada mały kosmyk. Kiedy się dokładnie przyjrzeć, widać, że skóra wokół ust, na policzkach i czole ma intensywnie różowy odcień świeżo zadanych ran; można jednak odnieść wrażenie, że odcień ten kryje się gdzieś „we wnętrzu włókiem”, jak na hologramie. (…) Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój. Zaskoczenie, zdziwienie, zdumienie. Łagodne miłosierdzie. Żadnego bólu, gniewu, przekleństwa na ustach. Twarz na obrazie przypomina oblicze człowieka, który właśnie zbudził się ze snu.”[1]

Tak cudowne Boskie Oblicze widzi człowiek, który spędził przed nim kilkadziesiąt (jeśli nie kilkaset już) godzin. Paul Badde, bo o nim mowa, jest jednym z najgorętszych orędowników i popularyzatorów całunu z Manoppello. Jakoś tak się złożyło, że owa chusta ukryta w tej maleńkiej osadzie wschodniej Abruzji, szczególne szczęście ma właśnie do Niemców. Oprócz wspomnianego Paula Badde’go osobą, która praktycznie całe swoje życie poświęciła szerzeniu kultu Boskiego Oblicza, jest siostra Blandina Paschalis Schlömer – trapistka, prowadząca pustelnicze życie przy sanktuarium, w którym przechowywany jest całun. Nie sposób także pominąć ojca Heinricha Pfeiffera, jezuity, który objeżdża świat prowadząc sympozja i tłumacząc zebranym, co takiego ofiarował nam Pan Bóg w dzisiejszych czasach. Jego zdaniem, to najcenniejsza relikwia, jaką obecnie posiadamy. Prawdziwy cud.

Niemieccy orędownicy

Wszyscy troje są jednakowego zdania. W obecnym świecie news dotyczący odkrycia chusty z Manoppello powinien zatrząsnąć całym globem. Gazety winny pisać o tym jako o najważniejszym wydarzeniu współczesnych czasów. Paradoksalne są zatem pustki przed kościołem na wzgórzu w Manopello. Żadnych autokarów. Żadnych ludzi. Żadnej sensacji. Cisza.

- To najwłaściwsze miejsce dla Całunu! – twierdzi don Antonio Tedesco, rzymski duszpasterz niemieckojęzycznych pielgrzymów. – Pan ukrył się w sercu ludowej pobożności jak w żywym tabernakulum.

Ów fenomen ciszy i braku zgiełku tłumaczy także sam ojciec Pfeiffer: – Nie ma pan wrażenia, jakby Jezus znów przeszedł przez mury i zamknięte drzwi? Czy to nie wyraz Jego poczucia humoru – poczucia humoru Jego Ojca – że właśnie wtedy, gdy budowano największy, najpotężniejszy i najbezpieczniejszy sejf na kuli ziemskiej , obraz znalazł drogę z powrotem na ulice miast i wsi i kroczy nimi odtąd bezbronny – jak człowiek pośród ludzi? Że autentyczny wizerunek Boga opuścił pałace Watykanu i zawędrował do kapucynów, najbiedniejszego zakonu w Kościele katolickim?

Długa wędrówka

Manoppello. Niewielka wieś ulokowana pośród malowniczych wzgórz środkowo-wschodniej części Półwyspu Apenińskiego. Aby najlepiej uchwycić kontrast, jaki dzieli tę część Italii od tej bardziej turystycznej, polecam pojechać wpierw do Rzymu. A dopiero potem udać się na samotną pielgrzymkę do Sanktuarium Boskiego Oblicza w Manoppello. To zaledwie 138 kilometrów na wschód. Dokładnie taka odległość dzieli rzymską bazylikę Świętego Piotra od bazyliki, w której wystawiona jest adorowana przez braci kapucynów Chusta z Wizerunkiem Tajemniczego Mężczyzny. 138 kilometrów między tłumem a bezludziem. Między gwarem i ściskiem a kojącą ciszą i niespiesznym rytmem dnia. Dokładnie wówczas, gdy pielgrzymi przepychają się, aby zrobić zdjęcie przepięknej Piecie Michała Anioła, tam daleko jakiś braciszek w osamotnieniu kontempluje wystawiony całun. Podczas, gdy z roku na rok zwiększa się limity liczby autobusów, które mogą wjechać do centrum Rzymu, parking w Manopello przez większość dnia świeci pustkami.

To tutaj, jak głosi legenda, któregoś niedzielnego popołudnia lipca 1506 roku do bram kościoła pw. św. Mikołaja zapukał tajemniczy pielgrzym. Otwierającego poprosił o zawołanie doktora Giacomantonia Leonellego. Jemu to wręczył tajemnicze zawiniątko. W środku znajdowała się niezwykle cienka chusta. Welon wędrował między kolejnymi pokoleniami rodu Leonellich. Do czasu aż pokrętnymi ścieżkami (został zhandlowany jako okup za uwolnienie więźnia) trafił do niejakiego Donantonina de Fabris. To jemu zawdzięczamy, że welonem zaopiekowali się kapucyni. Umieścili chustę w ramach drzewa orzechowego. Wyrównali postrzępione brzegi. Co ujrzeli? Niby nic. Gdy bowiem patrzy się na rozpięty całun na wprost widzimy dokładnie, co znajduje się za nim. Jest przeźroczysty niczym najczystsza szyba. Dopiero spojrzenie pod kątem sprawia, że dostrzegam obraz. Twarz otwierającego oczy Mężczyzny. Tak pięknie i trafnie opisany przez autora książki „Boskie Oblicze”, który to opis pozwoliłem sobie zacytować na wstępie.

Święty pielgrzym z Pietrelciny

Cudowne Oblicze. Cudowne z wielu powodów. Choćby z tego, że gdy w 1703 roku postanowiono przenieść welon z drewnianych ram do bardziej dostojnych, srebrnych, okazało się, że… obraz znikł. Płotno pozostało puste. Twarz pojawiła się dopiero po ponownym włożeniu welonu w drewniane ramy. Dziś możemy oglądać całun – nadal umocowany w owych ramach – ale już w relikwiarzu, ulokowanym nad środkowym ołtarzem Bazyliki w Manoppello. Lubił tu przebywać ojciec Pio. Gdy zapytamy któregokolwiek z posługujących tutaj braci, bez mrugnięcia okiem wskażą nam drewnianą ławę znajdującą się za ołtarzem, w której zwykł się modlić. Niejednokrotnie zdarzało się, że otwierający świątynne bramy ojciec znajdywał w środku pogrążonego w głębokiej adoracji przyszłego świętego. Także wówczas, gdy do jego odejścia z tego świata brakowało tak niewiele. Ojciec Domenico (który nota bene jako mały chłopiec został uwolniony z gruzów zawalonego kościoła w rodzinnym Avezzano przez „mężczyznę o zakrwawionej twarzy” – po 49 latach, już jako kapucyn, rozpoznał tę twarz właśnie tutaj, stojąc naprzeciwko cudownego Całunu z Manoppello przedstawiającego, według ojca Domenico, właśnie ową twarz poranionego mężczyzny) opisuje, jak pytał ojca Pio o to, co robi w kościele o tak wczesnej porze. Ten miał odpowiedzieć: „Sam sobie już nie ufam. Módl się za mnie i do zobaczenia w Raju!”. Po dwudziestu godzinach ojciec Pio odszedł do Domu Ojca.

„Namalowany” na bisiorze

Dziś Boskie Oblicze kontemplują kolejni. Wśród nich wspomniana siostra Blandina. To ona korzystając z najnowszych zdobyczy techniki porównała trzy wizerunki Umęczonego Mężczyzny. Ten zachowany na Całunie Turyńskim, na tajemniczej Chuście z Oviedo (utożsamianej z Chustą Weroniki) oraz na Całunie z Manoppello. Wyniki wprawiają w zdumienie. Okazało się, że po nałożeniu na siebie wszystkich trzech obrazów, zgadzają się one w najmniejszych nawet szczegółach! Jakby tego było mało, nadal nie wytłumaczono, jakim cudem (no właśnie chyba tylko nim…) na tkaninie powstał jakikolwiek obraz. Większość specjalistów jest zgodna: Welon utkano z bisioru – czyli tzw. morskiego jedwabiu, najcenniejszej tkaniny starożytnego świata. Współcześnie żyje tylko jedna osoba znająca tajniki sztuki produkcji tego drogocennego materiału – to Chiara Vigo. Na widok całunu z Manoppello powiedziała dwa słowa: „To bisior”. Nie miała najmniejszych wątpliwości. Cały problem polega jednakowoż na tym, że na bisiorze – z racji jego morskiego pochodzenia oraz licznej domieszki soli morskiej – nie sposób malować. Chiara Vigo mówi o tym z pełnym przekonaniem. Na tajemniczej chuście natomiast każdego dnia możemy oglądać wizerunek otwierającego oczy Mężczyzny.

Tekst i zdjęcia: Stefan Czerniecki

Źródło: pch24.pl

Kategoria: Cuda się zdarzają | Dodaj komentarz

San Giovanni Rotondo: ciało św. Ojca Pio zostanie wystawione na stałe

Ciało św. Ojca Pio zostanie wystawione w San Giovanni Rotondo na stałe. Przy relikwiach świętego stygmatyka będzie się można modlić w nowej bazylice pod jego wyzwaniem, gdzie zostały przeniesione przed trzema laty, w kwietniu 2010 r.

- Nieustanne wystawienie zostanie zorganizowane na prośbę czcicieli św. Ojca Pio, którzy nieustannie przybywają do tego miasteczka na południu Włoch – mówią pracujący w tamtejszym sanktuarium kapucyni.

Ostateczną zgodę na stałe wystawienie doczesnych szczątków świętego trzeba jeszcze otrzymać z Watykanu. Zakonnicy mają nadzieję, że nastąpi to przed 16 czerwca. Kończą się wtedy obchody ku czci świętego stygmatyka, ogłoszone z okazji minionej w ub. r. 10. rocznicy jego kanonizacji.

Źródło:
www.pch24.pl

Kategoria: Ciekawostki | Słowa kluczowe: , , , , , | Dodaj komentarz

Objawiał rzeczywistość Boga

Argumenty ateistów wskazujące na nieistnienie Boga rozsypują się jak domek z kart w konfrontacji z rzeczywistością Boga, która odsłania się nam w życiu świętych, kanonizowanych w Kościele katolickim. I tak na przykład życie św. o. Pio, jednego z największych mistyków i stygmatyków w historii Kościoła, było wyjątkowo czytelnym znakiem istnienia Boga. Tylko ludzie złej woli, którzy przez swoją „nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1, 18), tak oczywiste znaki lekceważą lub odrzucają.

23 kwietnia 2008 r. w San Giovanni Rotondo ciało św. o. Pio zostało wystawione na widok publiczny, po blisko 40 latach od jego śmierci 23 września 1968 r. Obchody 40. rocznicy śmierci św. o. Pio zakończą się 23 września 2009 r.

Dzięki wstawiennictwu św. o. Pio również dzisiaj dokonują się spektakularne nawrócenia najbardziej zatwardziałych ateistów oraz cudowne uzdrowienia. Trzeba w tym miejscu przytoczyć choćby jeden spośród wielu cudów, które dokonały się dzięki wstawiennictwu św. o. Pio. Świat nauki zadziwia mianowicie niesamowity fakt, że urodzona bez źrenic w 1939 r. Włoszka Gemma di Giorgi w roku 1947 r. odzyskała zdolność perfekcyjnego widzenia, po przyjęciu Komunii św. z rąk o. Pio. Kobieta ta jednak w dalszym ciągu nie ma źrenic, a mimo to doskonale widzi, wbrew wszelkim prawom fizyki. Dostępne są szczegółowe badania naukowe tego niebywałego, ciągle trwającego cudu.

Istnieje wiele udokumentowanych faktów, że w czasie swego ziemskiego życia, dzięki darowi bilokacji, o. Pio przemieszczał się w miejsca odległe o setki lub tysiące kilometrów, aby nieść duchową pomoc potrzebującym. Potrafił czytać w sumieniach i znał szczegóły z życia zupełnie obcych mu ludzi. Miał także dar spotykania się z duszami cierpiącymi w czyśćcu. W codziennych stanach mistycznych spotykał Jezusa, Matkę Bożą oraz świętych. Równocześnie codziennie zmagał się z nienawiścią i brutalnymi atakami złych duchów.
Święty o. Pio przez 50 lat nosił na swoim ciele nieustannie krwawiące rany – stygmaty, znaki męki Chrystusa, których medycyna żadnymi sposobami nie mogła uleczyć. Od ran o. Pio promieniował niebiański zapach, który był również odczuwalny, przez wybrane przez niego osoby, w różnych zakątkach ziemi, nieraz odległych od San Giovanni Rotondo o tysiące kilometrów. W tym artykule spróbujemy się przyjrzeć bliżej tajemnicy i znaczeniu stygmatów.

Tajemnica stygmatów

W historii Kościoła odnotowano 70 kanonizowanych świętych, którzy w swoim ciele nosili krwawiące rany, znaki szczególnego zjednoczenia z Chrystusem w tajemnicy Jego męki i śmierci. Byli to między innymi św. Franciszek z Asyżu, św. Katarzyna ze Sieny i św. Weronika Giuliani. Szczególny rodzaj stygmatów otrzymała św. Teresa z Avila (1515-1582). Na jej ciele nie było żadnych widocznych stygmatów, natomiast prawdziwe rany nosiła na sercu. O fakcie tym napisała w jednym ze swoich mistycznych dzieł. Po śmierci św. Teresy jej ciało zostało poddane autopsji. Po wyjęciu serca okazało się, że rzeczywiście znajduje się na nim pięć ran, w tym jedna wielkości pięciu centymetrów. Lekarze stwierdzili, że każda z nich spowodowałaby natychmiastową śmierć, a przecież św. Teresa żyła z tymi ranami serca przez 23 lata. Co więcej, w sposób dla nauki niewytłumaczalny, serce św. Teresy zachowało się do naszych dni. Jest przechowywane w specjalnym relikwiarzu w kaplicy klasztornej Sióstr Karmelitanek w Alba de Torres w Hiszpanii i można oglądać na nim pięć świeżych ran.

Pierwszym kapłanem w historii Kościoła, który otrzymał stygmaty, był św. o. Pio. Francesco Forgione (św. o. Pio) urodził się 25.05.1887 r. w Pietrelcinie (prowincja Benewent), w ubogiej chacie, w której była tylko jedna izba z jednym oknem, a zamiast podłogi zwykła ziemia. W 1903 r. , w wieku 17 lat, wstępuje do nowicjatu ojców kapucynów.

10 sierpnia 1910 r. Francesco przyjmuje święcenia kapłańskie i całkowicie oddaje się Bogu jako ofiara wynagradzająca za grzechy ludzkości oraz dusze w czyśćcu cierpiące. W liście do swojego ojca duchownego, o. Benedetta, o. Pio pisał: „Od dłuższego czasu odczuwam w sobie potrzebę, aby ofiarować się Panu jako ofiara za biednych grzeszników i dusze w czyśćcu cierpiące. To pragnienie do tego stopnia rosło w moim sercu, że obecnie stało się bardzo silną pasją. Jest prawdą, że już wielokrotnie dokonałem tego aktu oddania się Bogu, błagając Go, aby zechciał przelać na mnie wszystkie konsekwencje grzechów innych ludzi i dusz w czyśćcu cierpiących, lecz teraz pragnę dokonać tego aktu oddania się Panu z posłuszeństwa. Wydaje mi się, że pragnie tego sam Jezus. (…) Trudne jest powołanie, aby cierpieć za innych, dlatego że miejscem takiej osoby jest zjednoczenie z cierpiącym Jezusem na Kalwarii, a nie słodycz miłości” (29.11.1910 r.).

W jednym zaś z listów do o. Augustyna tak o. Pio pisał o szczególnym powołaniu, do którego wezwał go Jezus: „On wybiera sobie dusze i wśród nich – bez jakiejkolwiek mojej zasługi – wybrał moją, aby Mu pomagała w tym ogromnym zadaniu dokonywania dzieła zbawienia ludzi. Im bardziej te dusze cierpią bez najmniejszej pociechy, tym większą ulgę przynoszą cierpieniom dobrego Jezusa. Oto cała przyczyna tego, że pragnę cierpieć zawsze coraz więcej, i to cierpieć bez pocieszenia. Tutaj ma źródło cała moja radość. Niestety, potrzebna jest mi odwaga. lecz Jezus nie odmówi mi niczego. Mogę stwierdzić to na podstawie długiego doświadczenia. Tak, nie odmawia niczego, ale pod warunkiem, że nie przestaje się Go o to prosić” (Pietrelcina, 20.09.1912 r.). W innym liście pisał: „O Jezu! Obym mógł kochać Cię! Obym mógł cierpieć tyle. ile chciałbym, aby Cię zadowolić i naprawić w jakiś sposób niewdzięczność ludzi wobec Ciebie. Pan Jezus pozwolił mi wyraźniej usłyszeć w mym sercu Jego głos: «Mój synu! Miłość poznaje się w bólu; odczujesz go jako ostry w swej duszy, a jeszcze ostrzejszy w swym ciele»” (Pietrelcina, 29 grudnia 1912).

Stygmaty św. o. Pio

Widzialnym znakiem przyjęcia przez Boga tego aktu ofiarowania się o. Pio, w duchu ekspiacji za grzechy innych ludzi i dusze w czyśćcu cierpiące, było udzielenie mu stygmatów – nieustannie krwawiących ran, znaków szczególnego zjednoczenia się z Chrystusem w Jego cierpieniu za zbawienie wszystkich.

Pierwsze oznaki cierpień spowodowanych przez stygmaty zaczęły się pojawiać u o. Pio już w 1910 r. 7 września tego roku ukazali mu się Jezus i Maryja – i wtedy właśnie na swych rękach po raz pierwszy zobaczył rany Chrystusa, które po pewnym czasie zniknęły, dzięki usilnej prośbie o. Pio. To zjawisko powtórzyło się z jeszcze większą intensywnością we wrześniu 1911 r. oraz w marcu 1912 r. Pan Jezus stopniowo przygotowywał o. Pio do przyjęcia na stałe znaków swojej zbawczej męki. 5 sierpnia 1918 r. zakonnik otrzymał ranę boku. Pisze w jednym ze swoich listów, że podczas słuchania spowiedzi „przed oczami, mego umysłu stanął Niebiański Gość”, który „rozpalonym narzędziem rzucił z całej siły w mą duszę. (…) Od owego dnia zacząłem nosić w sobie śmiertelną ranę. W całej głębi duszy czuję stale otwartą ranę, źródło mych ustawicznych katuszy”. Wszystkie rany Chrystusa pojawiły się na ciele o. Pio 20.08.1918 r. Tak opisał to niezwykłe wydarzenie w liście do swojego kierownika duchowego: „(…) po odprawieniu Mszy św. ogarnęło mnie jakieś dziwne ukojenie, podobne do słodkiego snu. Wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne zmysły, a także władze duszy ogarnął wręcz niewypowiedziany spokój. Wszystko odbyło się w wielkiej ciszy, jaka panowała wokół mnie i we mnie”. Ojciec Pio pisze, że zobaczył tajemniczą postać, która miała „ręce, nogi i klatkę piersiową ociekające krwią. (…) Postać na chwilę cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i pierś zostały przebite i ociekają krwią. Możesz sobie wyobrazić ból, jaki przeżyłem i odczuwam nieustannie niemal każdego dnia. Rana serca nieustannie wyrzuca strumienie krwi. Dzieje się to zwłaszcza od czwartku wieczorem do soboty. Ojcze mój, umieram wręcz z bólu i zawstydzenia, które odczuwam w głębi swojej duszy. Lękam się, że umrę na skutek upływu krwi, chyba że Pan wysłucha błagalne westchnienia mego biednego serca i powstrzyma to działanie. Czy jednak Jezus, który jest tak dobry, zechce udzielić mi tej łaski? A może przynajmniej usunie to zawstydzenie, jakiego doznaję każdego dnia przez te zewnętrzne znaki? Będę Go błagał i zaklinał na wszystko, aby zesłał na mnie najgorsze bóle i cierpienia, aby pozostawił tę wyniszczającą mnie udrękę, ale by zabrał te zewnętrzne znaki, które mnie tak zawstydzają i upokarzają w sposób wręcz nie do opisania i wytrzymania. Pragnę natomiast, by mnie nasycił samym tylko cierpieniem” (22.10.1918 r.).

Pan Jezus nie wysłuchał tych próśb, gdyż pragnął wszystkim wątpiącym i niewierzącym dać widoczny znak, wzywający ich do nawrócenia: aby na ciele o. Pio mogli zobaczyć krwawiące rany -znaki Jego strasznej męki i śmierci, spowodowane grzechami i brakiem wiary w Jego miłość i miłosierdzie.

Ojciec Pio wszelkimi sposobami pragnął ukryć te swoje nieustannie krwawiące rany, aby nikt się o nich nie dowiedział. Było to jednak niemożliwe, ponieważ rany obficie krwawiły i trzeba było często zmieniać opatrunki. Tak o stygmatach o. Pio pisał gwardian klasztoru w liście do przełożonego generalnego: „(…) są to autentyczne rany na wylot. W boku zaś widnieje istne rozdarcie, z którego nieustannie wypływa krew”.

Przez 50 lat, aż do swojej śmierci, o. Pio nosił na swoim ciele nieustannie krwawiące rany, znaki męki i śmierci Chrystusa.

Badania lekarskie stygmatów

Wieść o stygmatach o. Pio rozniosła się lotem błyskawicy najpierw we Włoszech, a później po całym świecie. Do San Govanni Rotondo zaczęli przyjeżdżać dziennikarze, którzy byli świadkami spektakularnych cudów i licznych, również własnych, nawróceń dzięki modlitwie o. Pio. Z powodu wielkiego rozgłosu władze zakonne poczuły się zobligowane, aby poddać rany o. Pio szczegółowym badaniom lekarskim.

Przełożeni zakonni poprosili najpierw prof. Luigiego Romanellego, aby zbadał stygmaty o. Pio. Szczegółowe badania odbyły się 14.05.1919 r. Wykazały one, że rany stóp i rąk zakonnika są na wylot, natomiast rana jego boku obficie broczy krwią o charakterze tętniczym i ma długość 8 cm. W końcowym oświadczeniu prof. Romanelli napisał: „Etiologia ran o. Pio nie jest pochodzenia naturalnego. Przyczyn, które spowodowały ich zaistnienie, należy szukać w wymiarze nadprzyrodzonym. Medycyna nie j est w stanie wyjaśnić tego faktu”.

Poproszono także o badanie stygmatów o. Pio profesora Bignamiego, który był ateistą i z góry wykluczał działanie sił nadprzyrodzonych, ponieważ w ich istnienie po prostu nie wierzył. Po badaniach profesor ze zdziwieniem stwierdził, że nie ma takich chemicznych substancji oraz chorób, które byłyby w stanie wywołać tego typu rany. Profesor Bignami zalecił o. Pio kurację, gdyż chciał udowodnić, że po dwóch tygodniach jej stosowania rany zakonnika się zagoją. Nakazał, aby: 1) o. Pio nie miał żadnego dostępu do jodyny i innych środków medycznych; 2) zabandażowano rany i opieczętowano je w obecności dwóch świadków; 3) rany były kontrolowane każdego dnia rano przez 8 dni i aby po kontroli ponownie nakładano na nie pieczęcie.

Przełożeni klasztoru z wielką skrupulatnością dopilnowali, aby wskazania prof. Bignamiego zostały wcielone w życie. Okazało się, że w czasie ośmiodniowej kuracji rany o. Pio w ogóle się nie goiły i cały czas obficie krwawiły.

Kolejnym specjalistą badającym stygmaty o. Pio był prof. Giorgio Festa, który w sprawozdaniu napisał o doskonałym funkcjonowaniu całego systemu nerwowego o. Pio oraz jego władz duchowych. Stwierdził, że rany z całą pewnością nie powstały na skutek działań samego pacjenta, że na pewno nie zaistniały dzięki działaniu jakichś czynników zewnętrznych lub wewnętrznych, a wyglądu i etiologii ran nie można wyjaśnić na gruncie wiedzy medycznej.

Przez 50 lat stygmaty o. Pio nieustannie krwawiły, nie goiły się, zachowując ciągłą świeżość, nie powodowały ropni, stanów zapalnych ani martwicy. Było to zjawisko pozostające w całkowitej sprzeczności z prawami biologii. Na dodatek w chwili śmierci o. Pio jego rany całkowicie zniknęły i nie zostawiły po sobie najmniejszej nawet blizny. Dla lekarzy był to kolejny niesamowity cud, gdyż wszystkie rany spowodowane przez uszkodzenie tkanek zostawiają po sobie trwały ślad w postaci widocznych blizn. Fakt zniknięcia ran o. Pio w chwili śmierci, bez pozostawienia jakichkolwiek blizn, jest dla nauk medycznych przypadkiem absolutnie niewytłumaczalnym.

Stygmaty Ojca Pio były szczególnie wymownym znakiem wzywającym wszystkich do nawrócenia. Bóg w swoim wielkim miłosierdziu poprzez osobę o. Pio dawał ludziom szansę powrotu do Niego w szczególnie trudnym czasie wielkiego kryzysu duchowego, w jakim znalazła się ludzkość.

Tajemnica cierpienia

Stygmaty św. o. Pio, których istnienia nauka nie była w stanie wyjaśnić, były ranami, które zostały zadane Jezusowi w czasie Jego krzyżowej męki. Ujawnienie się tych ran na ciele o. Pio stało się możliwe dzięki jego całkowitemu, mistycznemu zjednoczeniu się z Jezusem oraz dzięki specjalnej łasce Bożej. Poprzez stygmaty Pan Jezus pragnie nam uświadomić, że każdy nasz grzech zadaje Mu straszne cierpienie.

W osobie o. Pio cierpiał i pokazywał nam swoje rany sam Jezus Chrystus. Będąc prawdziwym Bogiem – a w Bogu jest ciągłe „teraz” – Jezus mógł wziąć z historii każdego człowieka wszystkie grzechy i cierpienia i obarczyć nimi swoje człowieczeństwo. Cierpiąc i umierając za każdego człowieka, w swoim zmartwychwstaniu wybawił nas od tego ostatecznego zła i cierpienia, jakim jest wieczne potępienie. Sprawił, że każde – nawet najbardziej bezsensowne i niezawinione – cierpienie w zjednoczeniu z Nim staje się drogą zbawienia, a więc jest wielką łaską i darem. Ale tylko wtedy Jezus będzie mógł nam udzielić daru zbawienia, gdy się na to zgodzimy, gdy z całym swoim cierpieniem, ze wszystkimi grzechami całkowicie zaufamy i zawierzymy Mu siebie w sakramentach pokuty i Eucharystii, gdy będziemy się modlić oraz postępować drogą przykazań i Ewangelii.

Ojciec Święty Jan Paweł II pisze, że każdy człowiek Jest wezwany do uczestnictwa w owym cierpieniu, przez które Odkupienie się dokonało. Jest wezwany do uczestnictwa w tym cierpieniu, przez które każde ludzkie cierpienie zostało także odkupione. Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa” (List apostolski „Sahifici doloris” o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia, 19).

Dzięki męce i śmierci krzyżowej Jezusa „słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc. Tym może się także tłumaczyć wezwanie z listu Piotra: «Jeżeli zaś (ktoś) cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale niech wychwala Boga w tym imieniu!» (Salvifici doloris, 23).

Poprzez swoje rany, widoczne na ciele św. o. Pio, Pan Jezus zaprasza każdego i każdą z nas, aby ofiarował(a) Mu wszystkie swoje cierpienia. Bo tylko wtedy będziemy od Niego otrzymywali zbawczą moc Bożej miłości. Tylko wtedy nasze cierpienie nie będzie się marnowało, nie będzie nas niszczyło, nie będzie dla nas źródłem przekleństwa, ale wielkiego błogosławieństwa, ponieważ będziemy współuczestniczyć w tajemnicy Jezusowego cierpienia i śmierci za zbawienie świata.

Największym dramatem i duchowym cierpieniem człowieka jest stan grzechu śmiertelnego. Pan Jezus wzywa nas, abyśmy natychmiast powstawali z każdego ciężkiego upadku i w sakramencie pokuty oddawali Mu swoje zniewolone i poranione serce, aby mógł dokonać największego cudu, jakim jest przebaczenie grzechów.

Każde cierpienie, którego doświadcza człowiek, jest tylko cząstką tego cierpienia, które stało się udziałem Chrystusa na krzyżu. Jeżeli ofiarowujemy je Jezusowi, to pozwalamy Mu, aby przeniknęła je zbawcza moc Jego miłości. Wtedy będziemy doświadczać, tak jak św. o. Pio, radosnej tajemnicy ostatecznego zwycięstwa Chrystusa nad szatanem, grzechem, cierpieniem i śmiercią. Ojciec Pio był zanurzony w nieustannej modlitwie oraz w całkowitym oddaniu siebie Jezusowi w ofierze zadośćuczynienia za grzechy innych ludzi. Codziennie w zjednoczeniu z Jezusem św. o. Pio mógł brać na swoje barki cierpienia i problemy wszystkich ludzi, którzy zwracali się do niego z prośbą o pomoc. Składając samego siebie Bogu w ofierze zadośćuczynienia za grzechy innych ludzi, św. o. Pio używał najskuteczniejszej broni do przezwyciężania wszelkiego zła. W liście do o. Augustyna pisał: „Jestem bardziej zadowolony, gdy cierpię – i gdybym nie słuchał głosu serca, prosiłbym Pana Jezusa, aby dał mi wszystkie cierpienia ludzi. Ale tego nie czynię, ponieważ obawiam się, że będę zbyt samolubny, pragnąc dla siebie lepszej części, którą jest ból. W cierpieniu Pan Jezus jest bliżej, przygląda się i jest Tym, który przychodzi, aby żebrać o ból i łzy, potrzebuje ich dla dusz” (12.04.1912).

Ojciec Pio często mówił ludziom: „Biorę na siebie waszą mękę!”. Brał na siebie cierpienia innych, doświadczając ich w całej pełni. Ale u św. o. Pio cierpienie przeplatało się z wielką radością wynikającą ze zjednoczenia z Chrystusem. Kiedy we wspólnocie zakonnej przebywał z braćmi, był duszą towarzystwa, żartował pełen radości. Jednak po pewnym czasie musiał odchodzić z powodu wielkiego cierpienia. Mówił: „jestem jedną wielką raną”. Pisał do swej córki duchowej: „Nie kocham cierpienia dla niego samego, lecz dla owoców, które przynosi: oddaje chwałę Bogu, zbawia dusze, wybawia z czyśćca – czy mogę chcieć więcej?”.

„Wiem, że wszyscy cierpicie. Odwagi!” – pisał św. o. Pio. „Zaufanie do naszej Matki jest gwarancją, że wyciągnie Ona swą dłoń, by pocieszyć nas wszystkich. W każdym chorym jest Jezus, który cierpi. W każdym ubogim jest Jezus, który kona. W każdym ubogim chorym jest Jezus, który cierpi i kona podwójnie”.

Modlitwa ofiarowania cierpienia
„Panie Jezu Chryste, oddaję Ci siebie wraz
ze wszystkimi swoimi cierpieniami fizycznymi
i duchowymi. Oddaję Ci caty swój lęk przed
cierpieniem i śmiercią oraz poczucie
nieużyteczności cierpienia.

Pragnę jednoczyć się z Tobą, Jezu,
w Twoim cierpieniu na krzyżu za zbawienie
świata, aby z tego źródła naszego
zbawienia czerpać moc uzdrowienia,
siły do niesienia cierpienia oraz
radość z Twojego zwycięstwa nad szatanem,
cierpieniem, grzechem i śmiercią.

Święty Ojcze Pio, módl się za nami
i pomagaj nam w ofiarowywaniu cierpienia
za nawrócenie grzeszników oraz
w intencjach całego Kościoła!”.

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Źródło: adonai.pl

Kategoria: Cuda się zdarzają | Słowa kluczowe: , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ojciec Pio zatrzymał św. Michała na szlaku peregrynacji

Ciekawe wydarzenie miało miejsce w czasie peregrynacji figury św. Michała Archanioła. Z wypełnionej modlitwą kaplicy Wydawnictwa Michalineum w Markach figura udała się w dalszą podróż po Polsce. Trasa wędrówki wiodła do parafii Marki Bożej Nieustającej Pomocy w Duczkach k. Wołomina.

Przyjazd św. Michała się opóźnił, chociaż odległość była niewielka – tylko 18 km. Co zatrzymało go na trasie przejazdu bliskich Marek? Św. Ojciec Pio, a raczej jego parafianie z parafii w Zagościńcu, której patronuje. Nie było to przypadkowe bo święty z San Giovanni Rotondo miał wielkie nabożeństwo do św. Michała z Gargano. Kilka razy pielgrzymował do Monte Sant Angelo i podobno gdy umierał przebywał nie tylko w swej celi, ale także, przez dar bilokacji, w cudownej Grocie Objawień. Archanioł Michał na chwilę zatrzymał się przy kaplicy i nowo budowanym kościele. Kapłani i liczna grupa wiernych wspólnie w modlitwie poprosiła wiernych o opiekę św. Michała nad wspólnota parafialną, ochronę od zła i przyjęła błogosławieństwo.

O godz. 18.05 Figura dotarła do Duczek. Ks. Proboszcz i przedstawiciele parafii powitali Niezwykłego Gościa, który jest tam czczono od wielu lat (działają Czciciele św. Michała Archanioła). Trwa tam 24 godzinne czuwanie, któremu przewodniczy michalita ks. Zbigniew Baran z Warszawy.

Źródło: michalici.pl

„Ojciec Pio. Droga do świętości” – zamów książkę o życiu i cudach św. Ojca Pio z Pietrelciny.

Kategoria: Anegdoty | Słowa kluczowe: , , , , , | Dodaj komentarz